Morawy – 6 miejsc, które warto zobaczyć

Aby poczuć się jak w Toskanii nie trzeba jechać aż do Włoch. Dziś zabieramy Was na Morawy, które ze względu na pofałdowane pola przypominające wzgórza Crete Sensei, zwane są właśnie Czeską Toskanią. Kraina ta jest bogata w winnice, jaskinie, zamki i wiele innych atrakcji. Najciekawsze miejsca zebraliśmy właśnie w tym wpisie.

Na Morawy pojechaliśmy własnym samochodem. Z racji ukształtowania terenu bardzo popularne jest tu poruszanie się rowerem. Na naszej trasie cały czas mijaliśmy cyklistów. Zatrzymaliśmy się w Brnie, które jest świetnym punktem wypadowym, aby poznać samo miasto, jak i okolicę. Jeżeli planujecie zwiedzić stolicę Moraw, koniecznie zajrzyjcie do naszego wpisu, w którym opisujemy co warto zobaczyć w Brnie.

Kapliczka św. Barbary - symbol Moraw

Po środku pola we wsi Strážovice znajduje się chyba największy symbol Moraw – kapliczka św. Barbary, zwana przez miejscowych pieszczotliwie Barborką. Jej fenomen wynika z tego, że jest bardzo fotogeniczna. Nie jest prosto tu trafić, dokładną lokalizację znajdziecie tu. Do kapliczki dojechaliśmy od strony Svatobořice. Droga bardziej przypomina off-road, jest wąska i nieco kręta. Zostawiliśmy samochód na górze (48.999568011670675, 17.068248907182234) i resztę trasy pokonaliśmy pieszo, co zajęło nam ok. 10 min. Kapliczka znajduje się w szczerym polu, więc warto zabrać ze sobą adidasy, a w deszczową pogodę, nawet kalosze.

Niedaleko kapliczki św. Barbary znajduje się kolejna, tzw. Boží muka. Nie jest już tak chętnie fotografowana, ale warto się przy niej zatrzymać, ponieważ jest ładny widok na faliste pola. Minęliśmy kapliczkę i pojechaliśmy dalej prosto, wyjeżdżając znowu we wsi Svatobořice.

Wiatraki

Faliste pola Moraw przyozdobione są uroczymi wiatrakami. Na swojej trasie minęliśmy ich kilka, ale udało nam się podjechać do dwóch z nich.

 

Pierwszy znajduje się we wsi Kunkovice i jest to wiatrak holenderski, który powstał w 1875 roku. W latach 2010 – 2018 przeszedł renowacje. Wiatrak ten można wynająć na swój nocleg i na nasze nieszczęście byli w nim goście, dlatego nie mogliśmy zrobić ładnych zdjęć. No cóż, nie tego oczekiwaliśmy… Jak to się mówi, Instagram kontra rzeczywistość, zobaczcie sami. Wiatrak jest położony na wzgórzu z pięknym widokiem na pola, dlatego mimo wszystko warto podjąć trud i tu dojechać.

 

Drugi wiatrak znajduje się we wsi Ruprechtov. Został wzniesiony w 1873 r. w typie holenderskim z obrotowym dachem, na którym znajdowało się czterołopatowe koło, podobnie jak w poprzednim. W wyniku silnego wiatru, góra wiatraka uległa zniszczeniu i jej miejsce zastąpiła turbina Halladay’a (lata 1882 – 1884), która była wykorzystywana głównie w Teksasie. Zbudowanie jej na Morawach jest czymś wyjątkowym na skalę całej Europy, przez co wiatrak został wpisany na listę zabytków narodowych i UNESCO. Turbina Halladay’a w wiatraku w Ruprechtovie pozwoliła zwiększyć wydajność w przetwórstwie kukurydzy aż dwa razy! Konstrukcja waży ponad 2 tony i ma 10 metrów średnicy. W wewnątrz wiatraka znajduje się wystawa poświęcona jego historii. Do środka można wejść tylko w weekendy w październiku w godz. 14:00 – 17:00.

Czeska Toskania czy czeskie tsunami?

Jak się również okazuje, Czechy to nie tylko piwo (którego nawiasem mówiąc najwięcej w całej Europie piją właśnie Czesi), ale również wina. Na Morawach znajdziemy wiele winnic, które ciągnął się kilometrami. Dacie wiarę, że w Czechach jest zarejestrowanych ponad 18 tys. producentów tego trunku? Jest to kolejny argument, aby określić tę krainę mianem Czeskiej Toskanii. Na Morawach są 4 podregiony winiarskie: Znojemsko, Mikulovsko, Velkopavlovicko i Slovácko.

 

Jak już wjedziecie na Morawy, na pewno zauważycie wyjątkowe ukształtowanie terenu. Pola są pofalowane, jednym przypominają one wspomniane już wzgórza Crete Sensei, innym – zbliżające się tsunami. Z tego powodu Morawy nazywa się również czeskim tsunami. Tereny są bardzo atrakcyjne wizualnie i często stają się celem nie jednego fotografa. Najładniejsze pola znajdują się w okolicach Kyjova.

 

Klasztor Rosa Coeli

Ok. 25 km na południe od Brna znajduje się mała miejscowość Dolní Kounice, która skrywa w sobie wiele perełek. Nad miastem góruje XII – wieczny zamek, tu również znajduje się najstarsza synagoga na Morawach, ale według nas totalnym must see jest gotycki klasztor Rosa Coeli (tł. Niebiańska Róża), uznawana za jeden z najważniejszych gotyckich obiektów sakralny w Europie Środkowej.

 

Budynek został ufundowany w 1181 roku przez Wihlema z Pulina jako żeński klasztor pod wezwaniem Maryi Panny. Była to forma odpustu, jaki nałożył na Wihlema papież, za plądrowanie kościołów i klasztorów w Austrii. Przez to, jest to najstarsza fundacja arystokratyczna na Morawach. Klasztor ma długą historię. W 1284 r. został mianowany przez króla Wacława II klasztorem królewskim i do początki XIV w. przeżywał rozwój gospodarczy. W roku 1423 roku wybuchł pożar, zainicjowany przez wojska husyckie i w ten sposób klasztor stracił swoje oryginalne sklepienie, którego już nigdy nie odtworzono. Dalsze losy klasztoru niestety nie były też kolorowe. Na początku XVI w. obiekt popadł w ruinę, ponieważ ówczesny proboszcz zmienił wyznanie na luteranizm, poślubił zakonnice z tego klasztoru i uciekał do Mikulova. Miejscowej ludności nie spodobała się ta cała sytuacja jak i zachowanie zakonnic, które pozostały w zakonie i spalili budynek. Klasztor został opuszczony, według legendy zakonnice zostały zamurowane w klasztornych ścianach, i stał się własnością Ziem Morawskich. Przez kolejne lata klasztor zmieniał swoich właścicieli i sukcesywnie popadł w jeszcze większą ruinę. Dziś jest on pod zwierzchnictwem biskupstwa berneńskiego, które jednocześnie jest jego właścicielem.

Do wnętrza kościoła przechodzi się przez portal, dekorowany przedstawieniem Chrystusa. Jedną ręką błogosławi wiernych wchodzących do środka, w drugiej trzyma księgę życia. Obok jego głowy znajdują się litery alfa i omega, które symbolizują, że Chrystus jest początkiem i końcem wszystkiego.

 

Kościół ma plan krzyża, jest jednonawowy. Długość nawy wynosi 45 m i 10 m szerokości. W miejscu skrzyżowania z nawą poprzeczną, tzw. transeptem, występuje silne pole energetyczne. Miejsce te jest dobrze widoczne, ponieważ jest wydeptane przez zwiedzających, którzy zatrzymuje się tu w zadumie.

 

Z lewej strony nawy głównej można przejść do dwupiętrowego krużganka, który robi niesamotne wrażenie. Jest on niemalże pokryty bluszczem, co tworzy wyjątkowy klimat. Z piętra jest dobry widok na plan kościoła.

W sali kapitulnej znajduje się kopia kamiennej rzeźby Madonny z Dzieckiem. Podczas wykopalisk archeologicznych natrafiono tu właśnie na taką rzeźbę datowaną na X w. Oryginał można zobaczyć w miejskim muzeum w Brnie.

 

W szczycie sezonu turystycznego (lipiec – sierpień) klasztor można zwiedzać od poniedziałku do niedzieli w godz. 10:00 – 17:00, w kwietniu, maju, czerwcu, we wrześniu i w październiku tylko w piątki, soboty, niedziele i w święta w godz. 10:00 – 18:00. W pozostałych miesiącach należy umówić się na zwiedzanie w punkcie Informacji Turystycznej. Wejście do kościoła kosztuje: 60 CZK, dla studentów – 40 CZK. Nad klasztorem nie można latać dronem. Aby uzyskać pozwolenie, należy wcześniej złożyć specjalne pismo u samego biskupa Brna i wpłacić ok. 5000 CZK. Jak widać, wiele krajów, ale kościół wciąż jeden 🙂

Kras Morawski i jaskinie

Na północ od Brna znajduje się Kras Morawski z Przepaścią Macocha, który jest najgłębszym lejem krasowym w Europie Środkowej mającym 138,5 m głębokości. Na górze przepaści zainstalowano platformę, z której można podziewać lej. Obok niego znajduje się jaskinia Punkevi, przez którą przepływa podziemna rzeka Punkva. Można przepłynąć się po niej łódką i zobaczyć lej z innej perspektywy, czyli od dołu, będąc na jego dnie.

Nazwa leju wzięła się od macochy, która miała zrzucić w przepaść swojego pasierba, aby zatrzymać cały majątek dla siebie. Chłopcu udało się ujść z życiem, dzięki wystającej gałęzi, której się złapał. O całej sytuacji dowiedziała się lokalna społeczność, która potępiła zachowania macochy i ta w akcie rozpaczy, aby uniknąć kary, rzuciła się właśnie w przepaść.

 

Co ważne, aby zobaczyć Przepaść Macocha, należy wcześniej zarezerwować bilety zwłaszcza w szczycie sezonu – wystarczy zadzwonić lub napisać maila. My o tym nie wiedzieliśmy, dlatego musimy jeszcze kiedyś wrócić na Morawy. Dzięki temu zwiedziliśmy inną jaskinie, do której były dostępne miejsca w tym dniu. I tym sposobem wylądowaliśmy w jaskini Katarzyny, do której w innych okolicznościach pewnie byśmy nie zajrzeli.

 

Jaskinia Katařinská, ma również swoją własną legendę i jest ona związana związaną z pasterką Katarzyną, która wypasała owce w pobliżu. Nagle zerwała się burza i pasterka schowała się wraz z owcami w pobliskiej jaskini. Gdy pogoda się polepszyłam, wyszła ze swoim stadem, ale zauważyła, że brakuje jednej owcy. Wróciła więc do jaskini, aby ją odnaleźć, ale nigdy już z niej nie wyszła, bo nie odnalazła wyjścia

 

Jaskinie zwiedza się w grupach z przewodnikiem. Trasa ma 580 m i zajmuje ok. 40 min. Po drodze można spotkać “bambusowy las” utworzony ze stalaktytów i stalagmitów oraz samą czarownicę zamienioną w kamień. W latach 1960 roku w jaskini prowadzono prace archeologiczne. Odkryto wówczas fragmenty ceramiki datowane na 5 000 lat p.n.e. Najciekawsze z nich, to okrągłe naczynie z przedstawianiem ludzkiej twarzy, które prawdopodobnie służyło celom rytualnym, np. składano w nim ofiary bogom. Jaskinia Katarzyny jest wyjątkowa również z tego względu, że znajdują się tu najstarsze ślady pisma oraz rysunków na terenie Czech, datowane na 6 200 lat p.n.e.

Jaskinie są otwarte w różnych miesiącach i w różnych godzinach, mają również różne ceny wstępu. Wszystkie informacje zostały zebrane w zgrabnej tabelce, która znajduje się TU.

Park Archeologiczny w Mušov - czy warto?

W Czechach znajduje się jedno z ważniejszych stanowisk archeologicznych dotyczących rzymskiej wojskowości. W 1925 r. morawski archeolog Josef Matuzura na jednej z działek na wzgórzu Hradisko w miejscowości Mušov, odkrył architektoniczne pozostałości rzymskiego obozu. Znaleziono wówczas cegły ze stemplami Legionu X Gemina, co pozwoliło wydatkować funkcjonowanie obozu na II w. W 1927 r. rozpoczęły się prawdziwe wykopaliska, które szybko porzucono ze względu na brak możliwości dalszego finansowania. Odkrycie było na tyle imponujące, że w czerwcu 1928 roku wykopalisko odwiedził sam prezydent Czechosłowacji – Tomáš Garrigue Masaryk. Dziś w terenie nie widać żadnych pozostałości po militarnych zabudowaniach, ponieważ były one głównie drewniane. Na miejscu dawnego obozu rzymskiego znajduje się małe muzeum, które składa się z dwóch sali. W jednej z nich można obejrzeć film, na którym przedstawiona jest historia jak rzymianie wkroczyli na te tereny i jak funkcjonował obóz. W drugiej znajduje się kilka gablot zawierających zabytki ruchome, w tym monety (najmłodsze z nich dat. na rządy Septymiusza Serwera), biżuterię, fragmenty kolczugi, ceramikę oraz wspomniane cegły ze stemplem Legionu X. Stempel ten jest na tyle wyjątkowy, że stał się logiem tego muzeum.

Muzeum samo w sobie nie jest zbyt ciekawe, ma mikroskopijną ekspozycję nastawioną głównie na dzieci, więc jeżeli nie jesteście prawdziwymi pasjonatami archeologii, to możecie sobie darować ten punkt. Warto jednak zapamiętać, że obóz w Mušov jest najdalej wysuniętym na północ obozem rzymskim i przez to znajduje się najbliżej Polski. Na naszych terenach nie odkryto śladów po obecności wojsk rzymskich. Wstęp do muzeum kosztuje 80 CZK, dla studentów – 50 CZK.

 

Na przeciwko muzeum znajduje się największy i najbardziej nowoczesny park wodny w Czechach – Aqualand Moravia. Co ciekawe, powstał on w miejscu rzymskich łaźni należących kiedyś do obozu.

Na Morawy na pewno wrócimy, bo zostało nam kilka punktów, których nie zrealizowaliśmy na tym wyjeździe. Chcielibyśmy odwiedzić miejscowości takie jak Znojmo i Mikulov, i przede wszystkim zobaczyć Przepaść Macocha. Może uda nam się kiedyś połączyć to z wyjazdem do Wiednia, który znajduje się zaledwie ok. 85 km od granicy z Czechami.

Wróciliśmy z Czech ponad 1,5 miesiąca temu i… dostaliśmy mandat za przekroczenie prędkości. Jechaliśmy za szybko o 16 km/h. Musimy zapłacić 1000 CZK, tj. ok. 180 PLN. Na szczęście obyło się bez punktów karnych. Uważajcie na siebie i zdejmijcie nogę z gazu!

mandat2

Szerokości i seeusoon 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *